

Dwa nowe nagrania wypuszczone
przez ECM to dla mnie nagrania magiczne, ale też nagrania od których wymagałem
naprawdę sporo. Bo czego innego można wymagać od Chesa Smitha (który do
współpracy zaprosił genialnego Craiga Taborna i świetnego Mata Maneri’ego) i
Torda Gustavsena, który powrócił w końcu do triowej obsady.
Wpis powstał we współpracy z
dystrybutorem ECM firmą Universal.
Zacznę od Torda. Gustavsena
usłyszałem chyba po raz pierwszy na płycie Anny Mari Jopek. Id t była dla mnie prawdziwa petarda, z
absolutnym dream teamem genialnych
muzyków. Był Branford Marsalis, Richard Bona, Christian McBride, Mino Cinelu,
Dhafer Youssef, Manu Katche, Marcin Kydryński, Robert Majewski, Leszek Możdżer,
Krzysztof Herdzin i właśnie Tord. Ujął mnie takim pianistycznym otuleniem
wokalu… był niby dyskretnym towarzyszem, ale nie na tyle na szczęście
dyskretnym, żebym go nie wychwycił. Później odkryłem nagrania z triem, które
uwielbiam do dziś. Kiedy zaczął kombinować z nieco większym składem na moment o nim zapomniałem, by w końcu wrócić
do jego nagrania z kwartetem. Od tego momentu czekałem na nowe nagranie. Chyba
bardziej czekałem na to w którą stronę pójdzie, czy znów w stronę większego
składu, a może wróci do tria. Wrócił do tria ale nieco zmodyfikowanego, bo zamiast
basu pojawił się wokal w osobie Simin Tander. To chyba dobrze, bo płyty słucha
się bardzo przyjemnie. Na tej płycie jest Tord taki, jakiego lubię najbardziej.
Dyskretny, melancholijny, intymny i… nieco bardziej przystępny. Przynajmniej w
stosunku do Chesa.
Z Chesem poznałem się (oczywiście
w sferze czysto fonograficznej) przy okazji nagrania wypuszczonego przez For Tune. Ches ma taką tendencję do
nietypowych składów. Dla polskiej wytwórni nagrał płytkę w składzie (bębny,
gitara elektryczna, akordeon, saksofon altowy i saksofon tenorowy). Na studyjnym
nagraniu dla ECMu mamy trio. Ale też nietradycyjne, bo bębny, piano i altówka.
Cieszyłem się na to nagranie, bo uwielbiam Craiga Taborna. To jeden z bardziej
kreatywnych pianistów dysponujący nie tylko świetną techniką, ale i niezwykle wyrafinowaną
wrażliwością muzyczną. To nagranie idzie nieco w stronę free. Bardziej
rozluźnione zasady przynoszą nam muzykę wysmakowaną, bardziej może ekspresyjną,
ale co najważniejsze szalenie ciekawą. Dla mnie dzieje się tu jednak nieco
więcej, co mnie bardziej przyciąga pomimo ciągłego zachwytu nad estetyką Torda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz