20 grudnia 2012

Jakub Królikowski

Przedstawiając młodych kompozytorów (m.in. Paweł Hendrich, Sławomir Kupczak, Michał Dobrzyński, stanisław Bromboszcz), niejako siłą rzeczy pomijałem kompozytorów z mojego rodzimego poznańskiego środowiska. Postanawiając zmienić nieco ten stan rzeczy szukałem kompoztora po pierwsze intrygującego, po drugie dość dobrze mi znanego,  i po trzecie- last but not least- szukałem kompozytora, którego estetyka odpowiada mi jako słuchaczowi. Jakub Królikowski jest kompozytorem wyjątkowym... wciąż poszukującym, ale z drugiej strony dość konsekwetnie kreślącym swój indywidualny styl kompozytorski... myślałem nad formą przedtawienia kompozytora... wpierw sięgnąłem po wywiad, który okazał się dla mnie formą najbadziej opowiednią. Wywiad jest pierwszą częścią prezentacji sylwetki młodego poznańskiego kompozytora... c.d.n...
                                             fot. Anna Szykor
 
Mikołaj Szykor: Twoja muzyka już od wczesnych utworów charakteryzuje się dużą samoświadomością. Skąd wówczas u młodego chłopaka przemyślenia takie- jak odautorski tekst- niemalże filozoficzny- do „Zmniejszenia objętości”- utworu na trąbkę, waltornię i taśmę, który wówczas wspólnie prawykonywaliśmy?

Jakub Królikowski: Po prostu jest to opisane jakieś wyobrażenie, wyobrażenie jakiejś sytuacji, nie ma tam aspektu filozoficznego, inspiracją było zjawisko rozchodzenia się i wybrzmiewania dźwięku w przestrzeni zamkniętej jak pomieszczenie, pokój. To były takie pierwsze próby licealne, też pamiętam jak to graliśmy...

M.Sz. : No tak, ale skąd zainteresowanie taśmą, bo jak przypominam sobie nie było na konkursach kompozytorskich żadnej taśmy tylko nazwijmy to „tradycyjny” materiał dźwiękowy

J.K: Wynikało to z tego, że zainteresowałem się wtedy dźwiękiem elektronicznym jako kolejnym narzędziem do komponowania - dlatego że nie wszystko da się wydobyć jedynie za pomocą instrumentów orkiestrowych. Chciałem też używać więcej materiału niż tylko system równomiernie temperowany.

M.Sz: A skąd w ogóle pomysł „będę tworzył“? Może to zamierzchłe czasy, ale to Ty byłeś osobą świetnie improwizującą z ogromnym poczuciem feelingu i osobą, która mi tłumaczyła wiele spraw i wciągnęła mnie w muzykę jazzową a z drugiej strony, tak jak mówiłem niezwykłe jak na ucznia liceum utwory, które były diametralnie różne od tych, które pokazywali nasi koledzy.

J.K: Dziękuję, improwizacja faktycznie jest dla mnie istotna, właściwie każde pisanie utworu jest pewną formą improwizacji, tyle, że zapisanej po jakimś czasie. Najpierw staram się to usłyszeć w czasie, później trzeba to zapisać. Skomponowanie jednego utworu, fragmentu czy jednej rzeczy (piece, stück), trwać przecież może bardzo krótko, tak jak krótka jest myśl. A zapisanie tego może zajmować większość czasu. To, że komponuję i tworzę, jest właściwie kontynuacją tego, co robiłem w dzieciństwie. To sposób w jaki żyję, tworzenie to coś zupełnie naturalnego.  

M.Sz.: Wracając do inspiracji, chciałem się spytać kto lub co Ciebie  popycha do tworzenia. Kto wywiera na Ciebie wpływ. Pytam o to bo wielu młodych twórców wymienia, wśród ważnych kompozytorów, który wywarli na nich wpływ Grisey’a z „jego” muzyką spektralną. A przecież nie tylko jest Grisey. Są przecież Stockhausen, Xenakis… kto jest osobą, która na Ciebie wywarła wpływ?

J.K.: W różnych latach, w różnym czasie, wiele osób wywierało wpływ, nie tylko kompozytorzy muzyki współczesnej rozumianej symfonicznie, czy środowisko skupione wokół Warszawskiej Jesieni, ale też różne formy muzyki elektronicznej. W ogóle każdy kogo spotykam lub sytuacja, którą widzę może stać się impulsem do tworzenia, inspiracją. Jedną z form jest też właśnie dźwięk. Tak jak budowanie zamków z piasku. Dźwięk jest surowcem, materiałem z którego można wytworzyć jakieś nowe jakości, tak jak rzeźbiarz używa marmuru. Ja tworzę sytuacje, najczęściej za pomocą dźwięku.

M.Sz.: No właśnie. Jak patrzyłem na tytuły Twoich kompozycji, nie brakuje u Ciebie tzw. tematów „zaangażowanych”… jest I Symfonia Nowy Jork- 11 X 2001- może jest to utwór wczesny, ale jest, jest Tibet, You are Free czy Rozstrzelano moje serce w Poznaniu - (Czerwiec ‘56) nie nawiązuje może do tak współczesnej historii jak dwa poprzednie utwory, ale jednak jakieś tam historyczne konotacje budzi. A więc kompozytor musi raczej reagować na bieżące sytuacje, które okazują się inspirujące.

J.K.: Czy musi reagować - nie wiem, na pewno wiele wydarzeń kompozytora inspiruje, skłania do refleksji, pozostawia pewnego rodzaju piętno.„Rozstrzelano moje serce w Poznaniu“ to muzyka do wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny. Jej wiersz bardzo mi się spodobał, również dlatego, że dotyczy mojego rodzinnego miasta, jest tragiczny a przy tym piękny.

M.Sz.: Wracając jeszcze na chwilę do korzystania z elektroniki. W Polsce nie ma już - od czasów zamknięcia Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia- instytucji tak dużej, w której można się pod tym względem rozwinąć. Nie myślałeś aby gdzieś wyjechać, jest np. francuski IRCAM… wyjechać z Poznania gdzieś i tam tworzyć?

J.K.: Może i tak. W ogóle pojęcie komputera dzisiaj jest ciekawe, komputer można mieć przy sobie obojętnie w jakiej formie, mam na myśli urządzenia elektroniczne, każdy ten komputer ma przy sobie i każdy na komputerze wszystko robi. Jest w zasadzie tylko wąska granica między tym jaki to jest rodzaj muzyki czy jakiejś dziedziny sztuki. W zasadzie sala koncertowa może być wszędzie i podobnie studio nagraniowe. W twórczości istotne jest dla mnie oparcie o płaszczyznę lokalną, relacje tego, co jest „tu“ - z tym, co jest „tam“ czyli „gdzie?“. Jest IRCAM, jest ZKM w Karlsruhe, to świetnie, że jako ludzkość dysponujemy coraz to nowszymi środkami do analizy zjawisk, edycji, technologia bardzo nam pomaga. Jednak istotne jest to, by usłyszeć dźwięki zanim się zadecyduje, że w ogóle mają być w kompozycji. Ponowoczesność się prawie skończyła, w kuluarach mówi się o odwracaniu procesu w drugą stronę: z elektroniki do brzmień instrumentów, czyli imitacje elektroniki za pomocą orkiestry. W ogóle zjawisko imitacji jest najbardziej podstawowe, od tego się wszystko zaczyna. Tak jak człowiek imitujący przyrodę. Widzimy, że postawione kiedyś granice się zacierają, że „muzyka rozrywkowa“ miesza się z nurtem „contemporary classic“ i tak dalej. Wydaje mi się, że zwiększył się obszar poszukiwań.
                                fot. Anna Szykor

M.Sz. Mówisz o dzisiejszej muzyce, a interesuje mnie, jak postrzegasz dzisiejszą muzykę. Interesuje mnie czy są według Ciebie nazwiska „godne polecenia”… ze środowiska poznańskiej AM wyszli Prasuqual czy Dobromiła Jaskot. A spoza „naszego” środowiska są jeszcze inni, np. ciekawy kompozytor Paweł Hendrich, czy Dariusz Przybylski, czy Wojtek Blechacz?

J.K.: Nazwiska młodych kompozytorów kojarzę z Warszawskiej Jesieni i „kręgu młodych”. To też trudno powiedzieć, jest wielu odbiorców i każdy kompozytor ma do opowiedzenia pewną swoją historię. Kompozytorzy których wymieniłeś są świetni. Odnośnie oceny.. w czasach powszechnego relatywizmu, próba oceny wartości czyjejś twórczości nie jest prosta, a oczywistym jest, że każdy człowiek słyszy inaczej, na swój sposób.

M.Sz.: Nie jestem kompozytorem i dziś występuję raczej w roli tzw. „teoretyka”, ale wydaje mi się, że bycie kompozytorem nie należy dziś do łatwych zadań. Mówiąc trochę językiem marketingowym- brakuje „popytu” na nową muzykę. Instytucje nie kwapią się do nowych zamówień. Jest- legendarna- Warszawska Jesień, Poznańska Wiosna, są festiwale we Wrocławiu, Sacrum Profanum- ale to „zjawiska okazjonalne”. Są „kompozytorzy rezydenci” przy Filharmoniach, ale na tym zainteresowanie nową muzyką się kończy. Co wielu ludzi zauważa. Rozmawiałem kiedyś z Profesorem Meyerem i sam stwierdził, iż w Niemczech „w koło Macieju” gra się Koncert skrzypcowy Beethovena… co sezon. A nie brak przecież pięknych współczesnych Koncertów na skrzypce (Berg, Penderecki i Przybylski). Jest to zatem dość trudna „profesja”.      

J.K.:  Muzyka jest już nie tylko w filharmonii ale też w wielu innych miejscach, nawet wirtualnych - takich jak sieć internet. Kompozycje z baroku czy klasycyzmu powinny być wykonywane. Tradycja powinna być podtrzymywana, nie jestem zwolennikiem burzenia filharmonii. Ta nieobecność współczesnej muzyki symfonicznej powoli mija, coraz więcej osób jest zainteresowanych muzyką współczesnych kompozytorów, coraz więcej jest słuchaczy, którzy poszukują na własną rękę, choćby dla tego, że nie jest to udostępniane w takim stopniu jak muzyka pop. Przyszłościowo widzę wielkie rozdwojenie tendencji. Z jednej strony zwrot ku tradycji, instrumentom akustycznym, także ethno, skierowanie w stronę człowieka, pierwotność, humanizm. Z drugiej strony spojrzenie w przyszłość, poszukiwanie metod pomiędzy mediami, nowe technologie, prymat wirtualnego alter ego czy transhumanizm. Co to jest współczesność? Ja osobiście nie mogę się z żadnym kierunkiem czy tym, czy innym utożsamić. Cały czas poszukuję, eksperymentuję.

M.Sz: A jak według Ciebie przebiegały ubiegłoroczne Festiwale? Warszawska Jesień, Sacrum Profanum…

J.K.: tak… śledziłem Sacrum Profanum, pamiętam też, czytałem o projekcie poświęconym Miłoszowi…

M.Sz: Właśnie- Miłosz według Gryki i Mykietyna… chciałbym zapytać Cię zatem- być może nieco podchwytliwie- o kompozytora, o którym jest głośno… Paweł Mykietyn. Niedawno prawykonana III Symfonia, wydana też niedawno jego Pasja…

J.K: Pamiętam taki moment, kiedy słuchałem po raz pierwszy jego Sonetów Szekspira… to mi się podobało, przedtem go nie znałem… a Pasja- to chodzi o te elementy „punk-rocka”? Gdzieś czytałem, że w którymś z utworów użył tekstów z sms-ów. Kto powiedział, że nie wolno? Według mnie, to jak komponuje Paweł Mykietyn jest zupełnie jego indywidualną sprawą, jako twórca ponosi on odpowiedzialność przed odbiorcą, przed społeczeństwem i przed sztuką. Zresztą jak każdy. Wiem, że wielu odbiorców czy krytyków irytuje stosowanie symboli czy znaczeń z popkultury, jednak takie tendencje są obecne. Według mnie, jeśli ktoś chce użyć głos śpiewaczki ludowej połączony to z brzmieniem gitar elektrycznych na maksymalnym fuzie czy przesterze, to musi wiedzieć po co to robi.. chodzi o takie bycie w zgodzie z samym sobą. Odnoszę wrażenie, że niektórzy się dopiero budzą i zauważają, że oprócz klasyki awangardy jak Nono, Stockhausen, Lachenmann czy istnieją też inne zjawiska...

M.Sz. Tak… jak słuchałem Pasji początkowo miałem wrażenie natłoku wręcz pomysłów… dobrych pomysłów zresztą. Zaczyna się to wszystko takimi „flash-backami”… Chrystus ukrzyżowany, który widzi w chwili śmierci sceny z własnego życia… ten pomysł bardzo mi się podobał, ale początkowy ogrom pomysłów, czasem przeradzał się w nieco do znużenia powtarzane pomysły. Np. „Scena biczowania” po trzecim powtórzeniu przestaje przerażać czy poruszać a zaczyna robić się jakaś „dziwna” ni straszna, ni poruszająca. Krzyki kobiety, budzące różne konotacje… nie bardzo to przemawiało do mnie…

J.K: Jedyny raz, kiedy słuchałem tego utworu, to odbierałem go jak „formę momentową” i oczywiście nie wszystko z tego pamiętam… a to, co pamiętam, to barwy. Było kilka niezwykle ciekawych barw, które mi się spodobały. Kilka zestawów barw dźwiękowych, które mi się podobały. To zapamiętałem. Osobiście mnie trochę zastanawia, dlaczego Paweł Mykietyn niezwykle często używa określenia „muzyka młodzieżowa“ jakby podkreślając istnienie pewnej granicy. To trudne i drażliwe zagadnienie. Niewątpliwe, że Paweł Mykietyn dużo pracy w utwór włożył.

M.Sz.: Przyglądając się Twojej twórczości widzę również różne zainteresowania. Jest teatr, kilka performance’ów, muzyka kameralna, elektroniczna, elektro-akustyczna, symfoniczna, jazzowa. Trochę tego dużo. Czy jest to wynikiem poszukiwań gatunkowych, czy formalnych, czy potrzeba chwili…

J.K.: Wiele jest form, dlatego, że u mnie „forma” przychodzi później. Na początku myślę w ten sposób, po co mam takie akurat dźwięki stawiać, jak one będą brzmieć i po co w ogóle mają one być, po co w ogóle pisać utwór. To jest dla mnie tylko tworzywo dźwiękowe natomiast jaka dokładnie będzie forma, mam oczywiście pewien zamysł, ale wiele z tych utworów na początku jest naszkicowanych jakimiś liniami, kreskami, czasem pojęciami, zresztą przecież istnieją momenty niedookreśloności dzieła. Tak samo np. symfonia, preludia, utwory na zespół jazzowy, są moimi pierwszymi utworami, a późniejsze - jak muzyka teatralna czy performance - są zawarte w innych formach, być może nie do końca potrafię je nazwać i zdefiniować. To, jak najbardziej interesujące dla mnie rzeczy. Od czasów Cage’a, Fluxusu, cała sztuka współczesna, czy „jeszcze współczesna” jest jak najbardziej interesująca. Ale też utwór „Wieczność w kalejdoskopie“ wynikał z jakiejś indywidualnej potrzeby. Czasem, też piszę coś na konkurs, choć akurat nie mam do nich szczęścia. Poza jednym czy dwoma, które wygrałem… jednak nie skupiam na nich swojej uwagi.

M.Sz.: Wracając jeszcze na chwilę do odbiorcy. Znamy wiele wypowiedzi wybitnych kompozytorów, którzy wypowiadali się na temat odbiorców. Lutosławski twierdził, iż idealnym słuchaczem jest on sam, Penderecki mówił- pewnie trochę przez przekorę- że nie interesuje go kompletnie słuchacz. Steve Reich natomiast powiedział, że gdy wchodzi do studia, gdzie jest tylko on sam, po prostu chce aby jemu spodobała się muzyka, bo wtedy jest większa szansa, że muzyka spodoba się potencjalnemu odbiorcy, a jeśli jemu się nie podoba to tym bardziaj słuchaczowi nie przypadnie do gustu. A jaki według Królikowskiego powinien być odbiorca?

J.K.: Nie cierpię, kiedy ktoś się czemuś nad wyraz dziwi. Nie alienuję się, oglądam świat który mnie otacza. Nie pochwalam podejścia niektórych, że „teraz zrobię coś powiedzmy hip-hopowego i wypuszczam to na „rynek hip-hopowców”, teraz nagram punkową płytę i puszczę ją na inny rynek“. Wydaje mi się, że myślenie o tzw. targecie w tej profesji przynajmniej dla mnie nie ma większego sensu. Wydaje mi się, że marketing powinien służyć sztuce, a nie ją przesłaniać czy degradować. Często jej pomaga, ale jak wiemy, bywa różnie. Obrazy wielu malarzy dziś kosztują po kilkadziesiąt milionów jak np. Van Gogh, a on po porostu malował, może w niekomfortowych warunkach… to zupełnie inny wymiar. Myślę, że chodzi o poszukiwanie siebie samego. Odwieczne pytanie „skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy?“. Osobiście podejmuję się dialogu z jednostką ale też ze społeczeństwem, w mojej pracy twórczej koncentruję się na budowaniu sztuki i kultury, jako darów powierzonych człowiekowi i zachowania jej dalszym pokoleniom. Szczególnie interesuje mnie badanie relacji: człowiek - przyroda, natura - technologia, jednostka - sieć, czas - ruch, a także współpraca z innymi i poszukiwanie. W tym aspekcie istotna jest dla mnie praca z pomocą różnych narzędzi i prezentacja tych rezultatów widowni.

 

Koniec części pierwszej, wywiad autoryzowany
zapraszamy na stronę internetową kompozytora http://www.jakubkrolikowski.strefa.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz