Płyta Piotra Kałużnego jest albumem „absolutnym” i to
również w metafizycznym tego słowa ujęciu, jest bowiem bezpośrednim
odniesieniem do Absolutu. Nadchodzący Wielki Tydzień, jest idealną okazją, aby
po tę płytę sięgnąć, by jeszcze intensywniej kontemplować wydarzenia
Wielkoczwartkowe i- może w szczególności- Wielkopiątkowe.
Płyty z muzyką religijną, a z taką mamy przecież do
czynienia, dzielą się w zasadzie na dwie grupy: metafizyczne i ocierające się o
metafizyczność (innymi słowy- takie, którym „czegoś” brakuje). W wypadku
improwizacji Piotra Kałużnego, opartych na pieśniach wielkopostnych, mamy do
czynienia bez wątpienia z muzyką metafizyczną, niezwykle wręcz w swych
charakterze medytacyjną i jednocześnie mocno ekspresyjną. Wydaje się, że samego
pianisty nie trzeba w zasadzie przedstawiać… bez wątpienia jeden z bardziej
znaczących polskich pianistów jazzowych powinno w tym wypadku wystarczyć za
rekomendację dla albumu. Bo takiej płyty nie mógł nagrać pianista przeciętny. Jezu Chryste Panie Miły… rozpoczyna
grany w niskim rejestrze fortepianu temat, dobarwiony oryginalną harmoniką… ale
sam temat- jak to zresztą bywa w wypadku improwizacji- jest tylko pretekstem do
zbudowania niezwykle pięknej i wzruszającej linii melodycznej szybującej gdzieś
ponad, w wysokich rejestrach fortepianu- podobnie będzie zresztą w Króla wznoszą na ramiona, choć tam
improwizacja mimo wszystko idzie w nieco inną stronę- przez „porozrywaną”- może
nieco punktualistyczną linię samej improwizacji. Co ciekawe, Piotr Kałużny
sięga nie tylko po pieśni najbardziej nazwijmy to popularne i znane (Dobranoc Głowo Święta, Któryś za nas
cierpiał rany), ale również po tradycyjne i mówiąc nieco kolokwialnie
„zapomniane”, np. Jużem dość pracował,
Jezu Judasz Przedał (z muzyką Władysława z Gielniowa). Dobranoc Głowo Święta wprowadza
słuchacza w nieco inny klimat, improwizacja jest bardziej swinguje, choć oczywiście z zachowaniem odpowiednich proporcji,
jest ona bowiem doskonale wyważona pod względem muzycznym. Warto zwrócić uwagę,
na przedostatnią „impresję” opartą na pieśni Któryś za nas cierpiał rany, pokazuje ona cały zmysł muzyczny
Piotra Kałużnego. Wpierw, zanim wyłoni się znany temat pianista, zniekształca
go nieco, jakby szukał. Po odnalezieniu tematu piękna, niezwykle melodyjna
improwizacji, dobarwiona kunsztownie rozplanowaną harmoniką. Jednakże nie warto
ograniczać się tylko do wymienionych przeze mnie „impresji”. Każda ma w sobie
motywy, które mogą niezwykle wręcz zaintrygować i wzruszyć. Gorąco polecam
Ode mnie: ******
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz